(nie)katolicki głos w Twoim Internecie

Bóg zatroszczy się o Twoje finanse

Bóg i pieniądze

Na ślubną Ewangelię wybraliśmy fragment z Kazania na Górze:

Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.

Był to dla nas ważny, trochę też trudny temat. Chcieliśmy tak żyć, na pierwszym miejscu mieć Boga i nie martwić się za bardzo przyszłością ufając, że On ogarnie.

Bóg się zatroszczył

Czy wydarzył się cud, Bóg nam spuścił wór pieniędzy z nieba? I nie i tak. Wiara to nie magia, Bóg to nie złota rybka. Tu, jak we wszystkich duchowych aspektach mojego życia,   miałam w głowie jedno – WSPÓŁPRACA Z ŁASKĄ. 

Nigdy nie mieliśmy problemu ze znalezieniem pracy. Przypomnę, że jestem polonistką, a po studiach zawsze pracowałam w zawodzie (czyli jednak cuda były). Jak się przeprowadzaliśmy do Rzeszowa praca czekała na Karola trzy miesiące.

To dlaczego piszę, że Bóg jednak nam spuścił hajs z nieba? Bo widzę w tym Jego opiekę. WSPÓŁPRACOWALIŚMY z Nim w tym temacie – jakbyśmy nie skończyli studiów, nie wysłali CV, nie przygotowali się do rozmów, to nic by się nie wydarzyło. Ale On się zatroszczył tak, że naprawdę przestaliśmy się martwić.

Pierwsą pracę dostałam, bo zdobyłam doświadczenie jako redaktorka katolickiego portalu. Aktualną, bo bardzo dużo nauczyła mnie praca nad blogiem. Przypadek? Nie wykluczam.

Uważaj o co prosisz

I choć to, że nigdy nam niczego nie brakowało odczytuję jako Jego wsparcie, to tak naprawdę prawdziwa pomoc wydarzyła się gdzie indziej. Nie powiedział przecież “nie troszczcie sie, bo 10 na progu pojawi się koperta na rachunki”. Powiedział “nie troszczcie się zbytnio, troszcie się wpierw o Królestwo”. Zmiana nie wydarzyła się na koncie, ale we mnie. Podejście do rzeczy materialnych, zmiana priorytetów – na pewno. Ale ja przede wszystkim wyszłam z paniki, która ogarniała mnie na myśl, że nie wiem co się wydarzy w moim życiu za 5, 10, 15 lat. Pogodziłam się z tym, nawet jak nie stało się to dla mnie komfortowe, że nie mam nad wszystkim kontroli, a pewnie połowa moich planów spektakularnie wywali się na ryj. Ok, tak będzie, nic z tym nie zrobię. Bo Bóg, modlitwa, relacja z Nim przede wszystkim zmienia nasz mental, weryfikuje, wskazuje drogę, dodaje sił w podążaniu za tym, czego nam trzeba, czego chcemy, zamiast dawać to pod nos.

Da i na dzieci?

Doświadczyliśmy też takiego bardzo namacalnego, materialnego wsparcia. Pieniądze, których się nie spodziewaliśmy? Było. Cała początkowa wyprawka, ubranek tyle, że rozdzieliłam jeszcze na dwójkę dzieci, nawet zabawki – jakbyśmy bardzo chcieli moglibyśmy dzieciom kupować tylko produkty higieniczne i jedzenie, do tej pory. 

Czy ja właśnie zachęcam, żeby w duchu “Bóg dał dzieci, da i na dzieci” nie przejmować się niczym, bo przecież “Pan da”? Absolutnie nie. To, że czasem dosłownie spadnie z nieba, to są jednak wyjątki. Bóg da, ale najczęściej w formie przelewu od pracodawcy. Po to dostaliśmy rozum i godność człowieka, żeby pomogły nam rozsądnie dysponować tym, co otrzymaliśmy i umieli mierzyć siły na zamiary.

Otwartość wyklucza roszczeniowość

Konsekwencją takiego zaufania Bogu jest otwartość. Z jednej strony na to, co dostaniemy. Nie czarujmy się, zawsze można lepiej, bardziej, więcej. Ale jak ufasz, to żyjesz w przekonaniu, że to co dostaniesz, jest wystarczające, nawet jeśli nie jest to urlop w 3* hotelu. A mam wrażenie, że im bardziej nie oczekujemy, tym bardziej Bóg jest hojny. Z drugiej strony, skoro Bóg się zatroszczy, to nie boisz się rozdawać swoich pieniędzy, kiedy widzisz kogoś potrzebującego. Mam wiarę w to, popartą doświadczeniami, że Bóg oddaje te pieniądze z naddatkiem. Ale strasznie nie lubię gadania “oddaj/zasiej, a Bóg zrobi z tego plon trzykrotny”. Bo ok, mamy w piśmie, że “Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie”. Ale Bóg z nami nie handluje. Bóg proponuje miejsca do rozwoju, a słuchanie Go niesie ze sobą konkretne konsekwencje. Ale musimy dobrze rozumieć konsekwencje. Jak zasadzisz drzewo i będziesz o nie dbał, to w konsekwencji będziesz mieć owoce. Jak tata ci powie, że jak zasadzisz drzewo to da ci 5 złotych – to jest zapłata.

Co z tym hotelem?

Inspiracja do tego tekstu była bardzo konkretna – ludzie, którzy poczuli się powołani do ewangelizacji w Rzymie, zbierający na to konkretną sumę, bo Bóg powołał ich do spania w hotelu. Temat “Bóg nam powiedział, że” został świetnie rozpracowany w komentarzach, więc tego dziś nie ruszam. Ale jest jeszcze jedno, co tym wpisem mogli nieumyślnie zepsuć – naprawdę są ludzi posłani przez Boga do różnych dzieł, którzy żyją z tego, co im dadzą ludzie. Tylko że najczęściej jest to kierowane przez kogoś, kto pomaga rozeznawać powołanie. I przede wszystkim – w życiu nie słyszałam, żeby wiązało się to z bardzo konkretnymi czy też wątpliwymi wymaganiami ze strony posłanych, a świadectwa często są o tym, że niczego im nie brakowało.

 

Tak, wiem, że każdy z tych przykładów można skwitować “to nie Bóg, to przypadek”. Bo w moim życiu Bóg działa właśnie tak – wchodzi w moją rzeczywistość taką, jaką ona jest. Nie zmienia jej spektakularnie, bo nie o widowiskowość tu chodzi. Choć patrząc z dalszej perspektywy na moje życie mam często ochotę powiedzieć “Boże, łał”.